niedziela, 18 listopada 2012

Poruszająca Anda

Nigdy nie byłam miłośniczką biografii. Po co czytać życie innych osób, kiedy tutaj własne czeka na przeżycie. Po co tracić czas, poznając kogoś, kogo się nigdy nie pozna?

Ale nadszedł moment, w którym zachciałam (;)) poznać życie, choćby rzucić okiem i dostrzec ułamki prawdy/prawdziwości świętej pamięci kobiet, które mnie zachwycają: Edith Piaf i Coco Chanel.
I obejrzałam dwa filmy.
Na książki jeszcze poczekam.

Ostatnio książek dostarcza mi moja przecudowna Pani Prokurator, która w wolnych chwilach przemierza biografie, te z drugiej ręki i te auto. Tak trafiłam na książkę Danuty, żony Lecha, i Andy, żony niczyjej.

Historia Andy, jej wychowania między rosyjską mamą a polskim żydowskim tatą, sama w sobie poruszająca, każe mi się zastanowić nad przeszłością.

Anda zbiera okruchy, puzzle, i stara się złożyć je w układankę, której sama jest częścią. Szuka danych o rodzinie, szuka przodków, imion, nazwisk, dat i stopni pokrewieństwa, bo tyle się da ustalić, bo tyle zostało z ludzkiej codziennej historii.

W swoim osobistym dramacie próbuje zachować spokój. Jakby rozjaśnianie przeszłości pomagało utrzymać się w teraźniejszości.

A ja myślę o swoich, tych, których nie ma, których nie miałam szansy poznać. I tych, którzy choć są, wcale się poznać nie dają. I myślę, że nadal nie chcę grzebać w starych kościach. Że wystarczy mi to, co jest. Mity, kilka wyrwanych wujkowi z przy stołu opowieści, kilka dat wyrytych na nagrobkach. Z czym wyrosłam, co wpadło mi w ucho.

Gdyby żywi chcieli opowiadać o czasie minionym, dawno by to zrobili.

Zostanę z własnymi mitologicznymi korzeniami, odbiciem czyjejś prawdy, moim własnym życiem i biografiami, w których mogę dostrzec samą siebie.


PS. Gdyby ktoś chciał:
http://www.wab.com.pl/?autor=439