Zdecydowałam, że napiszę o moim bardzo prywatnym i bolesnym doświadczeniu.
Podzielę się z Wami czymś, co często zachowuje się dla siebie, czasami dzieli się z najbliższymi.
Robię to, bo mam głębokie przekonanie, że dzieląc się jedynie dobrymi doświadczeniami, odbieramy sobie możliwość bycia ze sobą prawdziwie, możliwość głębokiego kontaktu z drugą osobą, odwracamy się od idei wspólnotowości.
I wrzucę to przez fb, bo on jest jednym z przejawów tego odwrotu - bo o czym na nim "mówimy"? Dzieci, śluby, ciekawe informacje, muzyka; jedynym przejawem pełnego życia na fb były dwie śmierci, które pojawiły się na tablicy.
Dzielę się z Wami tym, bo chcę, żebyście byli bliżej. I chcę sama być bliżej Was.
Nie musicie wcale "widocznie" reagować na to, co przeczytacie. Wiem, że będziecie o mnie myśleć :)
Półtora miesiąca temu byłam w 7. tygodniu ciąży. Byłam, tyle w temacie...
W pewien wrześniowy wieczór pożegnałam się z tymi kilkoma komórkami, które razem z Jaśkiem stworzyliśmy. Widziałam je, pogłaskałam na pożegnanie. I choć wiem, że to zupełnie normalne, naturalne i się zdarza, na pewnym poziomie mojego istnienia rozpadłam się jak pokruszony herbatnik. I zastanawiam się, jaka odwagą i nadzieją wykazują się ludzie, którzy próbują jeszcze raz, że nie wspomnę o tych, którzy decydują się na in vitro.
I dzielę się tym z Wami, bo marzę o takim świecie, w którym nie będziemy się witać słowami "wszystko dobrze", kiedy wcale dobrze nie jest. W którym coming-outy przestaną nimi być, wyjdą z szafy, jak to poczucie niepewności i lęku, pojawiające się u tych, którzy je usłyszą, bo nie wiedzą, jak zareagować.
Umiemy się cieszyć z innymi; czy pamiętamy, jak się z nimi smucić?
I to pytanie działa w obie strony - właśnie od września uczę się na nowo, jak się smucić niesamotnie.
Moje Ono
poniedziałek, 14 października 2013
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Pół roku przerwy
i tyyyyyle zmian.
Na inne. Nie wiem, czy lepsze, czy gorsze. Kilkaset kilometrów dalej, kilku przyjaciół więcej, góry wyższe, jeziora głębsze. I doświadczeń więcej.
Wśród nich - joga dla specjalnych dzieci. Specjalnych, czyli takich nierozwijających się typowo, przeciętnie. Nie "specjalnej troski", bo właściwie każdy z nas jest troski specjalnej i każdy z nas ma specjalne potrzeby. Ale nie o dzieciach tutaj, przynajmniej nie wprost, ale o doświadczeniu i doświadczaniu. Własnego ciała, tego blogowego "onego".
Bo... czy ciało ma swoją mądrość? Ale nie taką psią, wierną do bólu, co ją można tresować, strofować, głaskać. Tylko taką, której można zaufać. Całkowicie, zupełnie, absolutnie. Że ono wie, co robi, że sobie mamrocze cichutko, że nie daje znać, ale analizuje informacje i podejmuje decyzje. Za nas. Niezależnie od woli czy niewoli. Od świadomości, a właściwie jej braku.
W naszej kulturze ciało powinno znać swoje miejsce. Najgorsze, że nawet nie dosłownie, ale w dalekiej przenośni. Powinno się grzecznie dopasować i adaptować, nie sprawiać problemu, chodzić jak w zegareczku i słuchać rodziców. Nigdy na partnerskich warunkach. Podporządkowane, katowane, więzione.
A propos... zróbcie eksperyment. Pójdźcie na miasto w czymś wygodnym, co daje ciału przestrzeń, co pozwala oddychać, co nie obciska i nie krępuje. Ja ostatnio odkrywam i doceniam spodnie w stylu indyjskim, z krokiem daleko od średniej krajowej, ze zgumowanym łagodnie paskiem. Idealne połączenie wszelkiego dobra płynącego zarówno z długiej, szerokiej spódnicy, jak i spodni. Istna swoboda w gaciach.
Wracając...
A co jeśli ciało przestać traktować po macoszemu? Jeśli tak się z nim zapoznać, spróbować zrozumieć ten język, co mniej zrozumiały niż chiński? Zaprzyjaźnić się, zbratać z parobkiem?
W jodze zaczyna się od oddechu. Bo oddech to emocje, wolność, energia.
Drugie a propos - wmawiają nam, że kobiety nie potrafią właściwie oddychać. Nakazują koncentrować się na przeponie i brzuchu. Tak o tym krzyczą, że przestajemy oddychać górą, całkowicie ją wyłączamy. Nie wydaje się Wam to trochę skrzywione, żeby w procesie oddychania wyłączać płuca? Stąd test - sprawdźcie, czym oddychacie, drogie Panie. Panowie też, tak na wszelki, bo Wam wmawiają, że oddychacie prawidłowo z racji płci. I oddychajmy radośnie piersiowo i brzusznie. Wszyscy.
Na koniec tych fragmentarycznych wynurzeń - coś ważnego. Coś z mocą.
To cześć praktyki, jaką miałam na kursie.
Można to nazwać afirmacją, można modlitwą, można dobrym słowem.
Ja już wiem, że pomaga, leczy, wzmacnia. Dlatego się dzielę, w tym języku, w jakim otrzymałam.
I am peace, I am love, I am light.
I have a beautiful light in my heart which was given to me when I was born.
And because of this light
I am not afraid
of anything or anyone
om shanti
:)
PS. Jak widać, zmiana wystroju na hm... lżejszy dla oka? ;)
Na inne. Nie wiem, czy lepsze, czy gorsze. Kilkaset kilometrów dalej, kilku przyjaciół więcej, góry wyższe, jeziora głębsze. I doświadczeń więcej.
Wśród nich - joga dla specjalnych dzieci. Specjalnych, czyli takich nierozwijających się typowo, przeciętnie. Nie "specjalnej troski", bo właściwie każdy z nas jest troski specjalnej i każdy z nas ma specjalne potrzeby. Ale nie o dzieciach tutaj, przynajmniej nie wprost, ale o doświadczeniu i doświadczaniu. Własnego ciała, tego blogowego "onego".
Bo... czy ciało ma swoją mądrość? Ale nie taką psią, wierną do bólu, co ją można tresować, strofować, głaskać. Tylko taką, której można zaufać. Całkowicie, zupełnie, absolutnie. Że ono wie, co robi, że sobie mamrocze cichutko, że nie daje znać, ale analizuje informacje i podejmuje decyzje. Za nas. Niezależnie od woli czy niewoli. Od świadomości, a właściwie jej braku.
W naszej kulturze ciało powinno znać swoje miejsce. Najgorsze, że nawet nie dosłownie, ale w dalekiej przenośni. Powinno się grzecznie dopasować i adaptować, nie sprawiać problemu, chodzić jak w zegareczku i słuchać rodziców. Nigdy na partnerskich warunkach. Podporządkowane, katowane, więzione.
A propos... zróbcie eksperyment. Pójdźcie na miasto w czymś wygodnym, co daje ciału przestrzeń, co pozwala oddychać, co nie obciska i nie krępuje. Ja ostatnio odkrywam i doceniam spodnie w stylu indyjskim, z krokiem daleko od średniej krajowej, ze zgumowanym łagodnie paskiem. Idealne połączenie wszelkiego dobra płynącego zarówno z długiej, szerokiej spódnicy, jak i spodni. Istna swoboda w gaciach.
Wracając...
A co jeśli ciało przestać traktować po macoszemu? Jeśli tak się z nim zapoznać, spróbować zrozumieć ten język, co mniej zrozumiały niż chiński? Zaprzyjaźnić się, zbratać z parobkiem?
W jodze zaczyna się od oddechu. Bo oddech to emocje, wolność, energia.
Drugie a propos - wmawiają nam, że kobiety nie potrafią właściwie oddychać. Nakazują koncentrować się na przeponie i brzuchu. Tak o tym krzyczą, że przestajemy oddychać górą, całkowicie ją wyłączamy. Nie wydaje się Wam to trochę skrzywione, żeby w procesie oddychania wyłączać płuca? Stąd test - sprawdźcie, czym oddychacie, drogie Panie. Panowie też, tak na wszelki, bo Wam wmawiają, że oddychacie prawidłowo z racji płci. I oddychajmy radośnie piersiowo i brzusznie. Wszyscy.
Na koniec tych fragmentarycznych wynurzeń - coś ważnego. Coś z mocą.
To cześć praktyki, jaką miałam na kursie.
Można to nazwać afirmacją, można modlitwą, można dobrym słowem.
Ja już wiem, że pomaga, leczy, wzmacnia. Dlatego się dzielę, w tym języku, w jakim otrzymałam.
I am peace, I am love, I am light.
I have a beautiful light in my heart which was given to me when I was born.
And because of this light
I am not afraid
of anything or anyone
om shanti
:)
PS. Jak widać, zmiana wystroju na hm... lżejszy dla oka? ;)
środa, 13 lutego 2013
Nazywam się Miliard
One Billion Rising
Akcja z idei propagowanej przez sławy obojga płci, organizowana właściwie przez maluczkich, jak ja.
Ok, ja tam tylko tańczę.
Tańczę, żeby pokazać, że nie zapominam o innych, krzywdzonych i potrzebujących, choć u mnie przy mężowskim boku ciepło i bezpiecznie. Ale i ja doświadczyłam przemocy w różnej formie, tylko dlatego że jestem kobietą.
Przemoc ma różne oblicza. Może nas spotkać pod postacią poniżenia, dyskryminacji, niedocenienia naszych wyborów lub poświęceń, niedopuszczenia do wspólnych decyzji i pieniędzy.
Taniec jako forma espresji jest dobrym narzędziem wyrażania opinii.
Jutro podnoszę głos. W jednym z najbardziej kobiecych i wydawałoby się błahych tańców, jakim jest bollywood.
Ale jest to jeden z najbardziej wymownych tańców, czerpiący swoją symbolikę i język z tradycyjnych tańców indyjskich. Znam tylko kilka jego słów, ale czuję, że można nim przekazać więcej niż językiem opartym na dźwiękach.
Jest taka scena w lubianym przeze mnie filmie "Rebeliant" (bardzo niestandardowy bollywood). Link do niej tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=aXRbYfXzDEQ
Zobaczcie sami, ile rozumiecie. Zobaczcie, jak pełen mocy może być delikatny taniec.
Dodam tylko, że scena rozgrywa się w...hmmm... przybytku rozkoszy. I raczej rozkoszy męskiej.
Akcja z idei propagowanej przez sławy obojga płci, organizowana właściwie przez maluczkich, jak ja.
Ok, ja tam tylko tańczę.
Tańczę, żeby pokazać, że nie zapominam o innych, krzywdzonych i potrzebujących, choć u mnie przy mężowskim boku ciepło i bezpiecznie. Ale i ja doświadczyłam przemocy w różnej formie, tylko dlatego że jestem kobietą.
Przemoc ma różne oblicza. Może nas spotkać pod postacią poniżenia, dyskryminacji, niedocenienia naszych wyborów lub poświęceń, niedopuszczenia do wspólnych decyzji i pieniędzy.
Taniec jako forma espresji jest dobrym narzędziem wyrażania opinii.
Jutro podnoszę głos. W jednym z najbardziej kobiecych i wydawałoby się błahych tańców, jakim jest bollywood.
Ale jest to jeden z najbardziej wymownych tańców, czerpiący swoją symbolikę i język z tradycyjnych tańców indyjskich. Znam tylko kilka jego słów, ale czuję, że można nim przekazać więcej niż językiem opartym na dźwiękach.
Jest taka scena w lubianym przeze mnie filmie "Rebeliant" (bardzo niestandardowy bollywood). Link do niej tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=aXRbYfXzDEQ
Zobaczcie sami, ile rozumiecie. Zobaczcie, jak pełen mocy może być delikatny taniec.
Dodam tylko, że scena rozgrywa się w...hmmm... przybytku rozkoszy. I raczej rozkoszy męskiej.
niedziela, 3 lutego 2013
Dla ducha
Youtube nie jest jednak dziełem szatana. Dlatego czasem pozwalam mu się prowadzić. A właściwie daje mu sobie doradzać.
Ostatnio doradził mi film. I ten film chciałabym Wam polecić.
Film ma jedną popularną wadę - jest prawie wyłącznie o facetach. Dlatego poniżej załączam też coś o kobietach.
Ostatnio doradził mi film. I ten film chciałabym Wam polecić.
Film ma jedną popularną wadę - jest prawie wyłącznie o facetach. Dlatego poniżej załączam też coś o kobietach.
Nie powiem nic więcej - dam Wam czas obejrzeć :)
I chętnie poczytam/usłyszę komentarze
środa, 23 stycznia 2013
(Z)Jedzone
Tuśka mnie pogania, więc piszę :)
Widocznie nie ma nic ciekawego do czytania :D
Dziś o jadle. I do tego w detalach.
1. Wszystkim, którzy cierpią na zaawansowane objadanie, polecam serial "Mike&Molly". Dwójka duuużych osób spotyka się i zakochuje. To serial o tym, że można być wielkoformatowym i być sobą, być atrakcyjnym, kochanym i szanowanym. Że bez względu na to jak niestandardowym społecznie się jest, można mieć dobre relacje z sobą i ludźmi. Że można i warto walczyć z własnymi (nie)ograniczeniami. I że bez względu na to z jakiej rodziny się pochodzi i z kim się mieszka, można budować swój świat i akceptować dziwactwa innych.
2. Rozpoczęłam darmowy kurs Fundamentals of Human Nutrition na coursera.com (zapraszam na ten lub inne kursy, if you want and have time). Jednym z zadań jest śledzenie własnej, nazwijmy, konsumpcji dziennej w ciekawym, acz amerykańskim, programie www.supertracker.usda.gov
Dopiero zaczęłam, ale wygląda to zachęcająco. Program analizuje nie tylko zawartość kaloryczną jedzenia, w tym puste kalorie, ale i pozostałe elementy składowe jedzenie, nawet te najmniejsze. Do tego można ustalić swoje cele żywieniowo-aktywnościowe, śledzić aktywność fizyczną, także domową (niestety seks nie jest brany pod uwagę) i otrzymować szczegółowe raporty.
Zachęcam do używania, choć dostępny jest jedynie w dzikozachodnim języku. Polska wersja też jest, w postaci programu, dostępna tutaj:
http://www.darkthorn.republika.pl/index.htm
choć na razie mam kłopot z pobraniem pliku.
<Gdyby komuś udało się go pobrać, proszę o podesłanie go do mnie :) Wdzięczność gwarantowana >
3. Na koniec coś smacznego:
http://www.youtube.com/watch?v=0KkPQVX5aQQ
Jestem fanką Sary, jej prostych i szybkich przepisów i jej podejścia do gotowania.
Watch i enjoy!
Wszystkim smacznego życia doprawionego sporą szczyptą poczucia humoru.
Liczeniem kalorii niech zajmą się profesjonalne programy.
Widocznie nie ma nic ciekawego do czytania :D
Dziś o jadle. I do tego w detalach.
1. Wszystkim, którzy cierpią na zaawansowane objadanie, polecam serial "Mike&Molly". Dwójka duuużych osób spotyka się i zakochuje. To serial o tym, że można być wielkoformatowym i być sobą, być atrakcyjnym, kochanym i szanowanym. Że bez względu na to jak niestandardowym społecznie się jest, można mieć dobre relacje z sobą i ludźmi. Że można i warto walczyć z własnymi (nie)ograniczeniami. I że bez względu na to z jakiej rodziny się pochodzi i z kim się mieszka, można budować swój świat i akceptować dziwactwa innych.
2. Rozpoczęłam darmowy kurs Fundamentals of Human Nutrition na coursera.com (zapraszam na ten lub inne kursy, if you want and have time). Jednym z zadań jest śledzenie własnej, nazwijmy, konsumpcji dziennej w ciekawym, acz amerykańskim, programie www.supertracker.usda.gov
Dopiero zaczęłam, ale wygląda to zachęcająco. Program analizuje nie tylko zawartość kaloryczną jedzenia, w tym puste kalorie, ale i pozostałe elementy składowe jedzenie, nawet te najmniejsze. Do tego można ustalić swoje cele żywieniowo-aktywnościowe, śledzić aktywność fizyczną, także domową (niestety seks nie jest brany pod uwagę) i otrzymować szczegółowe raporty.
Zachęcam do używania, choć dostępny jest jedynie w dzikozachodnim języku. Polska wersja też jest, w postaci programu, dostępna tutaj:
http://www.darkthorn.republika.pl/index.htm
choć na razie mam kłopot z pobraniem pliku.
<Gdyby komuś udało się go pobrać, proszę o podesłanie go do mnie :) Wdzięczność gwarantowana >
3. Na koniec coś smacznego:
http://www.youtube.com/watch?v=0KkPQVX5aQQ
Jestem fanką Sary, jej prostych i szybkich przepisów i jej podejścia do gotowania.
Watch i enjoy!
Wszystkim smacznego życia doprawionego sporą szczyptą poczucia humoru.
Liczeniem kalorii niech zajmą się profesjonalne programy.
niedziela, 16 grudnia 2012
Postanowienia przedświąteczne
Pitolić te noworoczne. Ile razy się nam spełniły? Ile razy my je spełniliśmy?
Zamieniam na przedświąteczne.
Pierwsze, najważniejsze:
Będę miała nie więcej niż trzy otwarte karty w przeglądarce (kiedy ją zamykam).
Tak mi dopomóż okresie przedświąteczny.
A dla moich cudnych czytelników - nie moje, acz też mądre:
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/zrozumiec-siebie/jak-zarzadzac-emocjami-w-swieta
I nie tylko w święta.
:*
Zamieniam na przedświąteczne.
Pierwsze, najważniejsze:
Będę miała nie więcej niż trzy otwarte karty w przeglądarce (kiedy ją zamykam).
Tak mi dopomóż okresie przedświąteczny.
A dla moich cudnych czytelników - nie moje, acz też mądre:
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/zrozumiec-siebie/jak-zarzadzac-emocjami-w-swieta
I nie tylko w święta.
:*
piątek, 7 grudnia 2012
Kukły z szafy
Wiem, wiem, stereotyp. Nadchodzą świeta, więc i czas na wielkie sprzątanie.
Ale co mi tam. Rytmy roku mogą inspirować do zmian i przemian, choćby wydawały się banalne. W idei, nie w realizacji.
Zatem czas na wyciągnięcie kukieł z szafy. Martwych, wysuszonych na wiór, przerażających z wyglądu i na pierwszy rzut oka, ale niebędących niczym innym jak suchymi, niepotrzebnymi kukłami.
Czym są kukły?
To nasze strachy i negatywne emocje związane z innymi ludźmi. Lęki, traumy, zahamowania. Wszystko, co nie jest realne, ponieważ jest jedynie wytworem naszego umysłu, jego wyobrażeń.
Warto pamiętać o tym, że..:
O ile nie stoimy, dosłownie, na zboczu wysokiej góry, to strach jest właśnie tym. Niczym innym.
Więc weźmy dupę w troki i zróbmy kukłową czystkę. Oczyśćmy szafę i siebie z tego co martwe i niepotrzebne. Szafy będą wdzięczne. Otworzą się na nowe możliwości, podoliwią zawiasy i ich drzwi nie będą tak złowrogo trzeszczeć w nocy.
Nie odczuwajmy żalu wobec naszych kukieł. Ani litości. To nie są prawdziwi ludzie. To martwe idee, zaśmiecające nasze psychiczne, duchowe i emocjonalne życie. Ich twarze przypominają prawdziwe twarze. Ale to czyta iluzja. Nasza zresztą, samodzielnie wyprodukowana.
Do szaf!!!
A potem do kubła.
Ale co mi tam. Rytmy roku mogą inspirować do zmian i przemian, choćby wydawały się banalne. W idei, nie w realizacji.
Zatem czas na wyciągnięcie kukieł z szafy. Martwych, wysuszonych na wiór, przerażających z wyglądu i na pierwszy rzut oka, ale niebędących niczym innym jak suchymi, niepotrzebnymi kukłami.
Czym są kukły?
To nasze strachy i negatywne emocje związane z innymi ludźmi. Lęki, traumy, zahamowania. Wszystko, co nie jest realne, ponieważ jest jedynie wytworem naszego umysłu, jego wyobrażeń.
Warto pamiętać o tym, że..:
O ile nie stoimy, dosłownie, na zboczu wysokiej góry, to strach jest właśnie tym. Niczym innym.
Więc weźmy dupę w troki i zróbmy kukłową czystkę. Oczyśćmy szafę i siebie z tego co martwe i niepotrzebne. Szafy będą wdzięczne. Otworzą się na nowe możliwości, podoliwią zawiasy i ich drzwi nie będą tak złowrogo trzeszczeć w nocy.
Nie odczuwajmy żalu wobec naszych kukieł. Ani litości. To nie są prawdziwi ludzie. To martwe idee, zaśmiecające nasze psychiczne, duchowe i emocjonalne życie. Ich twarze przypominają prawdziwe twarze. Ale to czyta iluzja. Nasza zresztą, samodzielnie wyprodukowana.
Do szaf!!!
A potem do kubła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


