poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pół roku przerwy

i tyyyyyle zmian.

Na inne. Nie wiem, czy lepsze, czy gorsze. Kilkaset kilometrów dalej, kilku przyjaciół więcej, góry wyższe, jeziora głębsze. I doświadczeń więcej.

Wśród nich - joga dla specjalnych dzieci. Specjalnych, czyli takich nierozwijających się typowo, przeciętnie. Nie "specjalnej troski", bo właściwie każdy z nas jest troski specjalnej i każdy z nas ma specjalne potrzeby. Ale nie o dzieciach tutaj, przynajmniej nie wprost, ale o doświadczeniu i doświadczaniu. Własnego ciała, tego blogowego "onego".

Bo... czy ciało ma swoją mądrość? Ale nie taką psią, wierną do bólu, co ją można tresować, strofować, głaskać. Tylko taką, której można zaufać. Całkowicie, zupełnie, absolutnie. Że ono wie, co robi, że sobie mamrocze cichutko, że nie daje znać, ale analizuje informacje i podejmuje decyzje. Za nas. Niezależnie od woli czy niewoli. Od świadomości, a właściwie jej braku.

W naszej kulturze ciało powinno znać swoje miejsce. Najgorsze, że nawet nie dosłownie, ale w dalekiej przenośni. Powinno się grzecznie dopasować i adaptować, nie sprawiać problemu, chodzić jak w zegareczku i słuchać rodziców. Nigdy na partnerskich warunkach. Podporządkowane, katowane, więzione.

A propos... zróbcie eksperyment. Pójdźcie na miasto w czymś wygodnym, co daje ciału przestrzeń, co pozwala oddychać, co nie obciska i nie krępuje. Ja ostatnio odkrywam i doceniam spodnie w stylu indyjskim, z krokiem daleko od średniej krajowej, ze zgumowanym łagodnie paskiem. Idealne połączenie wszelkiego dobra płynącego zarówno z długiej, szerokiej spódnicy, jak i spodni. Istna swoboda w gaciach.

Wracając...
A co jeśli ciało przestać traktować po macoszemu? Jeśli tak się z nim zapoznać, spróbować zrozumieć ten język, co mniej zrozumiały niż chiński? Zaprzyjaźnić się, zbratać z parobkiem?

W jodze zaczyna się od oddechu. Bo oddech to emocje, wolność, energia.

Drugie a propos - wmawiają nam, że kobiety nie potrafią właściwie oddychać. Nakazują koncentrować się na przeponie i brzuchu. Tak o tym krzyczą, że przestajemy oddychać górą, całkowicie ją wyłączamy. Nie wydaje się Wam to trochę skrzywione, żeby w procesie oddychania wyłączać płuca? Stąd test - sprawdźcie, czym oddychacie, drogie Panie. Panowie też, tak na wszelki, bo Wam wmawiają, że oddychacie prawidłowo z racji płci. I oddychajmy radośnie piersiowo i brzusznie. Wszyscy.

Na koniec tych fragmentarycznych wynurzeń - coś ważnego. Coś z mocą.
To cześć praktyki, jaką miałam na kursie.
Można to nazwać afirmacją, można modlitwą, można dobrym słowem.
Ja już wiem, że pomaga, leczy, wzmacnia. Dlatego się dzielę, w tym języku, w jakim otrzymałam.

I am peace, I am love, I am light.
I have a beautiful light in my heart which was given to me when I was born.
And because of this light
I am not afraid
of anything or anyone
om shanti

:)

PS. Jak widać, zmiana wystroju na hm... lżejszy dla oka? ;)

1 komentarz:

  1. To jak już wspomniałam należy kontynuować. Widzę, że u Ciebie zmiana klimatów. :) Pozytywne. Bardzo pozytywne.
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń