Mała rzecz, a cieszy się ogromną popularnością. Ściskamy sobie dłonie po amerykańsku, jak w filmach nas nauczyli. Marudzę na tę kulturę, przepraszam - popkulturę stanową, ale wróćmy do źródeł i pomyślmy, w jaki narodowy sposób witają się Polacy i Polki we wszelkich możliwych nacjonalistycznie czystych konfiguracjach.
Polacy, i owszem, podają sobie dłonie, ale tylko mężczyźni. nie pamiętam żadnej książki o polskim sawłarwiwrze, która przedstawiałaby dwie damy podające sobie dłonie. Albo dwie mieszczanki, albo dwie chłopki.
Polki podają dłoń tylko panom i to jedynie wtedy, kiedy mają na to ochotę. Jak nie chcą kogoś dotykać, to rączyna ich słodka zostaje przy właścielce. Na amen.
A tu przychodzą nam z procedurami zachowania obcymi polskiej wychowanej duszy. I tak dziś, będąc goszczona przez dwie sympatyczne panie z pewnej firmy ubezpieczeniowej, otrzymałam cztery uściski dłoni wątpliwej jakości. No bo, na litość, jeśli ktoś już chce dotykać mojej dłoni, to niech jej dotknie! A dostały mi się dziwne podściski/przytrzymania/przytknięcia. Ani to pełne, ani przyjemne, ani...dające poczucie bezpieczeństwa.
I jak ja mam paniom uwierzyć, że panie mnie dobrze ubezpieczą, no jak?
Ile niechcianych się podać dłoni prześcisnęło się przez moje życie...
I nieustannie mnie to zadziwia. Że serdeczny uścisk stawia taki opór przed wymuszeniem. Że ludzie podają mi rękę i tym aktem dają mi do zrozumienia, że wcale nie chcieli jej podać. Że uścisk dłoni większość Polaków onieśmiela. Że to nadal obce. I że nadal próbujemy tym wzorcom sprostać.
Wolałabym, zamiast tych zimnych ryb lub wystraszonych ameb, które wkłada mi sie do ręki, dostać zwyczajny uśmiech i skinięcie głową. I żeby nieznajomi mężczyźni rozumieli, że kiedy podają im dłoń, to z powodu szacunku lub dlatego, że robią wyjątkowo dobre wrażenie. Albo że mam właśnie taki kaprys.
Szanownym Czytelnikom przesyłam ukłony. Szanowne Czytelniczki delikatnie cmokam w policzek. Raz :)
Ja lubię uścisk dłoni dziarski, taki który obejmuje moją dłoń (a nie taki, który to niby z obrzydzeniem, niby z onieśmieleniem chwyta jedynie moje palce)i potrząsa nią niezbyt mocno, a zarazem energicznie. Zbyt wygórowane oczekiwania?Zabrnę dalej- albo taki, albo żaden! A, i do oczekiwań dorzucę jeszcze jedną rzecz: otóż ręka, która jest do mnie wyciągana, na miłość, niech nie będzie spocona i lepka! :)
OdpowiedzUsuńTzw. "MISIA" rezerwuję sobie jako formę powitalną dla najbliższych i przyjaciół.
Tak samo rzecz się ma z pocałunkiem. Przy czym tu sprawa się różni w zależności od stopnia zażyłości. Oficjalnie(ciocie, wujkowie, imieniny kuzyna itp.) trzy razy. Głównie dlatego, że część ekipy posiada jeszcze taki nawyk i później pojawia się niezręczna sytuacja,kiedy ktoś nagle zawisa z niewykorzystanym całusem w przestrzeni, a ja już np.całuję kolejną osobę...
Nieoficjalnie (przyjaciółki, siostry, itp.) jeden szybki całusek w policzek. Tu się nie "cykamy", bo ta forma przywitania jest już dość spopularyzowana wśród młodzieży.
Dużo tu by można pisać.
Bardzo Ciekawy temat poruszyłaś tym postem! :)
Fajnie. A panie z ubezpieczalni były kiepskimi pracownikami. A może "napodawały" już tyle dłoni, że im faktycznie zbrzydło...:( Faktycznie zwykłe "dzień dobry" i skinienie głowy byłoby lepsze niż te wypociny...